Strach… przed programowaniem?

Strach przed programowaniem? A komu to potrzebne?  To się wstrzykuje?

 

Strach i programowanie.

 

Słyszałem o tej parze już kilka razy. “Chyba nie lubię kodowania”. “Strasznie się boję programowania”. “Robię to, ale się boję”. Ta sama myśl sama się pojawiała w mojej głowie, gdy po raz kolejny coś się nie udawało lub czegoś nie rozumiałem.
Słucham tych, którzy szybko się przebranżowili, zmieniło im się życie, są fanami technologii. I w głowie od razu słychać: „Ale ja nie jestem taki, nie lubię kodowania, nie mam tyle szczęścia, nie złapałem tego szalonego czasu, nie jestem techniczny”.
Z technicznością można sobie poradzić dosyć łatwo. Uczenie się programowania jest stawaniem się technicznym człowiekiem. Nie mówię tu przemianie w cyborga, a po prostu o wejściu w nurt rozwoju techniki.
Jeśli chodzi o grupę problemów związanych ze strachem przed programowaniem – tu się robi o wiele ciekawiej. Jakiś czas temu zacząłem uczyć się programowania. I chciałem to pokochać. Po prostu czułem, że muszę. No bo jak bez pasji coś robić?
I zaczęło się. Co rusz, gdy odpalałem kod, coś nie działało, zmieniałem, psuło się coś innego. Jak już poświęciłem tyle czasu, czytałem, robiłem tutoriale, znalazłem nawet wątek na Stacku, to chyba już nie powinno być problemów?

 

Na kawałeczki

 

Rozbolała mnie głowa i miałem wrażenie, że się rozpadnę na kawałeczki, że ta nauka kodowania to jakieś piekielne zaklęcie, no coś pozytywnego powinno się stać, co nie? Może zadziała?
Daję sobie radę z ambicją, staram się, aby była zdrowa. To jak ze sportem. Zawsze będzie ktoś szybszy. Tak samo zawsze znajdzie się ktoś bardziej doświadczony w programowaniu.
Jednak fizyczne objawy, ciśnienie w klatce piersiowej, spowodowały, że zacząłem myśleć, czy kiedykolwiek polubię programowanie. Skąd tu strach przed programowaniem?
Zaraz w głowie pojawiają się myśli doświadczonych kolegów: być może to nie dla ciebie, bo to nie dla każdego. Że poeksperymentowałem i już, wystarczy. I że nikt mi za to nie będzie płacić, bo już nie te czasy. Że za mało czasu poświęcam nauce.
Dodatkowo jeszcze mam pracę na pełen etat, na szczęście związaną z IT, ale jeszcze jest życie, takie normalne. To wszystko sprawia, że mam godzinę-dwie na dzień, gdy mogę się pouczyć. W jednym z podcastów usłyszałem historie ludzi, którzy rzucili wszystko, zaczęli się uczyć kodowania, zdobyli fajną pracę po 3 miesiącach. Bez 15k, ale w branży. Strach przed programowaniem prowadzi do załamania. Aha, jeszcze jestem słaby z matmy i ogólnie to nie ogarniam. Potwierdziły to zajęcia na podyplomówce z frontendu.

 

Weź tu człowieku polub, co robisz.

 

Więc zdecydowałem, że nie będę się czuć strasznie. W decyzji pomógł mi tekst Katarzyny, która mówi o pokorze, przygotowaniu się na to, że będzie ciężko i o tym, że nad kodem siedzi się godzinami. Mimo mojego chłodnego podejścia okazało się, że zapomniałem o tym, co opisała Katarzyna.

 

 

Kartka, długopis i Pat Flynn

 

Wymieniona przeze mnie osoba jest po prostu człowiekiem, który ma wielkie doświadczenie w prowadzeniu bloga, jest autorytetem w branży e-biznesu. Daleko mu do coachingu, prania mózgu, uwielbienia samego siebie i bycia domorosłym psychologiem. Bliżej Patowi do konkretnego nauczyciela, człowieka z wiedzą i doświadczeniem. I genialne w jego
Niedawno w jednym z podcastów przypomniał mi o tym, aby nie robić wielu rzeczy na „hura!”, tylko rozplanować od ogółu do szczegółu. To samo podejście można zasugerować także do planu pod tytułem: „Nie dam się”.

 

1. Planuję wcześniej: uzyskuję kontrolę nad swoimi zadaniami.

 

W styczniu 2018 roku wiedziałem, że mój pracodawca ma kłopoty i za chwilę będę następny do odstrzału. Wtedy przydałby się plan na cały rok.  Byłoby mniej zdnenerwowania i rozczarowania. Plan powinien być oparty na metodzie P.R.O.M. Pata Flynn’a .
Przechodzę od ogółu do szczegółu. Jeśli wziąłem się za coś, dlaczego nie zaplanuję sobie kwartału, potem konkretnych miesięcy i dni? Planowanie pozwala mi zobaczyć, co chcę robić. Utrzymać się na powierzchni. Zwalczyć i strach przed programowaniem i inne niedobre myśli.
Zwykła kartka, długopis, herbata czy kawa, biurko i potok myśli wylany na papier. Dla mnie to wystarczyło, abym się ogarnął, a potem wgłębił w szczegóły. Plan na rok, plan na kwartał, miesięczny i tygodniowa rutyna. Życie, programowanie, bieganie, ogarnięcie się. Wielki plan nie zawsze się uda, ale pozwala na zrobienie więcej w szerszej perspektywie. Świetnie będzie, jeśli dociągniesz do 100%, jeśli zrobisz połowę, to też niezły wynik. Przynajmniej wiesz, że idziesz w wybraną przez siebie stronę.

 

2. Programowanie to wzbogacanie, nie zubażanie.

 

Programuję, staram się, piszę kod. Czasem jakaś myśl odwleka mnie i po prostu wysysa mój czas. Ktoś napisze, ktoś zadzwoni. Bez mocnego postanowienia ciężko wrócić do pracy. Dlatego włączyłem do nauki plan: co chcę osiągnąć przez najbliższy kwadrans. Śmieszna myśl. Na szczęście nie trzeba tu nic pisać na karteczce, wystarczy pomyśleć: „nie mam rozwiązanego tego fragmentu, jedziemy z tym koksem”. Brak efektywności, brak rezultatów prowadzi mnie do frustracji, a potem pojawia się strach przed programowaniem.
Czuję, że mam więcej kontroli nad tym, co robię, a myśli nie ulatują. Mój pożądany rezultat to po prostu lepsze skupienie i wyższa efektywność. I jeszcze wola, FB, Instagram czy telefon powodują marnowanie czasu, przynajmniej podczas pracy. Koniec końców – rozbijanie zadań na małe kroki to dobra praktyka programistów.

 

 

3. Znajdowanie motywacji zamiast podkreślania przeszkód

 

To będzie postanowienie na 2019 r. Rozlicz mnie z niego w 2020 r.
Jestem z natury pesymistą, widzę minusy, nie plusy. Wątpię, że uda mi się zmienić o 180 stopni, jednak warto nakierować energię na efektywność. Pogadałem z kumplem, który miał dość swojej pracy. Rzucił ją w diabły, znalazł nową, mniej płatną, ale dającą więcej swobody. I kumpel zaczął kombinować, szukać, łączyć fakty. Zarzuca spławik gdzie się da i próbuje znaleźć płaszczyznę, na której może coś uzyskać, zrobić jakiś biznes. Kombinuje. Znów wyszła na wierzch prawda stara jak świat, o której wciąż zapominam: ileż to barier masz w swojej głowie?
Precz z myślami o tym, jak trudno jest się nauczyć programowania. Wiem o tym, nie muszę sobie powtarzać. Poza tym wiem, że nauka programowania to żmudna praca. Znajdę jednak kila rzeczy, które przynoszą satysfakcję codziennie. W życiu, w pracy, w kodowaniu. Nie będę się okłamywać, wmawiać sobie, tylko znajdę coś, co jest raczej pozytywne w sztuce programowania i będę się tego trzymał, aby się rozwijać.

 

Masz już plan na 2019? Czy myślisz, że to zadziała? Skomentuj, być może coś pominąłem. Będę wdzięczny za opinie.