Syndrom oszusta i P.R.O.M w 2019.

W jednym z ostatnich odcinków podcastu w 2018 roku Pat Flynn ogłosił to ciekawe i porywające hasło. Pat jest człowiekiem, który pozwala mi znaleźć nowe tematy do pisania, niweluje mój syndrom oszusta, pokazuje, że trzeba kombinować. Co to jest ten P.R.O.M? To, jak można się domyślić, skrót pierwszych słów planu na 2019 rok. Choć nawet po polsku ma to jakiś sens.

Często boję się tego, co będzie, nieraz mnie to paraliżuje. Pojawia się syndrom oszusta, jak sobie radzić? W moim przypadku problem polega na niskiej wierze w swoje możliwości i umiejętności. Pat, wygląda na to, pojawił się w odpowiednim czasie i w odpowiednim momencie. Nie będę jego wyznawcą, ale z pewnością dalej będę doceniać jego wiedzę i zaangażowanie w pomoc innym, co zaowocowało świetnym pomysłem na biznes.
Jest 8 stycznia, tydzień temu zaczął się nowy rok, wczoraj zacząłem nową rundę #100DaysOfCode, ponad 6 miesięcy temu zdenerwowałem się na świat i zacząłem się uczyć programowania. Muszę ustrukturyzować swoje podejście do nauki. Piszę ten post dla Ciebie, być może też posłuchasz podcastu Pata. Piszę też dla siebie, bo za rok po prostu spojrzę i zobaczę, co mi się udało.

 

P.R.O.M. czyli Planowanie, Rutyna, Otwarty czas i Motywacja.

 

To jest po prostu przemyślane podejście, dzięki któremu syndrom oszusta znika. Przynajmniej warto będzie dla mnie sporządzić sobie taki plan i starać się realizować go w jak największej części. Nie wiem, co będzie za rok, ale mogę przynajmniej spróbować kontrolować nadchodzące miesiące. Spróbować być sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Zauważyłem, że taki plan na dłuższy czas nie daje efektów, jeśli nie jest rozbity na kroki lub na mniejsze części (półrocza, kwartały, miesiące, tygodnie)

 

Planowanie

 

Cały 2019 rok upłynie pod znakiem pracy w branży IT. Nie zamierzam się z niej ruszać, bo to gałąź niesamowicie ciekawa i rozwojowa. Pracuję w projektach IT, ale póki co mam więcej spraw związanych z prowadzeniem biznesu niż z kodowaniem. Powiedziałbym, że w tygodniu proporcje są jak 70 do 30. Chciałbym odwrócić ten układ, a moja praca daje mi bardzo ciekawe możliwości związane zarówno z prowadzeniem biznesu jak i z programowaniem.

 

Wielki plan na 2019 rok to nauka, nauka i jeszcze raz nauka programowania.
W lipcu skończę studia z frontendu, do tego czasu Javascript króluje na moim kompie. Gdy się zmęczę, zgubię, będę miał dość JS, po prostu przesiądę się na chwilę na język Python. Dla poszerzenia horyzontów, abym umiał coś backendowego. W pracy pojawiają się projekty AI oraz IoT oparte na Pythonie, więc muszę co najmniej wiedzieć, jak to się robi. Nauka obu języków podoba mi się bardziej odkąd zacząłem się stosować do rady Przemka Wieczorka. Prowadzi on spotkania Software Wizard dla nowych w IT. Niedawno zasugerował mi: ucz się przez tworzenie czegoś. To działa. Nawet kalkulator stworzony swoimi rękoma w Pythonie, a potem w JS, dał mi więcej radości niż cały kurs tego języka. Pierwsze półrocze to JS, drugie to JS i więcej Pythona.

 

Jaki jest plan na 2019?
Pierwszy kwartał będzie poświęcony JS. Będę szlifować umiejętności, zdobywać nowe, związane z wariantami użycia tego języka. Styczeń: ogólna powtórka z HTML i CSS. Luty: ES6 i zmierzanie w stronę algorytmów (marzec). Czegoś zapomniałem? Coś opuściłem? Daj mi znać.

 

Będę się starał znaleźć partnera do podcastu. Znasz jakiegoś fajnego fullstacka? Daj mi znać na FB  lub na Linkedinie

 

Drugi kwartał to framework. Na studiach mam Angular, jednak będę musiał obserwować jaki wygląda jego użycie w projektach. Nie chciałbym się uczyć czegoś, co się mniej przyda w pracy. Hello Roman sugeruje Vue.js i Reacta. O ile ten drugi to na razie czarna magia, o tyle Vue po prostu mi się podoba i wydaje mi się, że go ogarniam rozumem. Po wyszlifowaniu JS, a przynajmniej osiągnięciu stopnia zrozumienia, pozwalającego mi na użycie frameworka – zabiorę się za Vue.js. Całą zdobytą wiedzę zamierzam publikować w oddzielnej rubryce na stronie. Kwiecień: Angular. Maj: Vue.js Czerwiec: Projekt końcowy ze studiów (HTML, CSS, Angular, Vue.js).

 

Trzeci kwartał to lato. Minie rok od decyzji o nauce programowania. Będę na tyle odważny, że spróbuję załapać się na jakiś prosty freelancerski projekt, aby zbierać doświadczenie. Upwork, grupy na Facebooku, strony dla programistów – tam będę szukać. Jeśli czas na to pozwoli, stworzę kilka stron. Pomysły pojawiają się podczas pracy, gdy poznaję nowe możliwości frontendu. Patrz choćby Awwwards czy Jamstack.

 

Strona – wizytówka, to będzie cel na trzeci kwartał (lipiec i sierpień). Postaram się wykorzystać nabyte przez rok umiejętności. Cały czas będę poszukiwał nowych projektów zarówno wewnątrz firmy, jak i na zewnątrz, jako freelancer, poszukiwania zintensyfikuję we wrześniu.

 

Październik to rozwój vue.js i krok w stronę Reacta. O ile oba się nie zdezaktualizują. Opanowanie podstaw Reacta będzie celem do osiągnięcia w listopadzie i grudniu.

 

Wielki to plan, ale rozbity na kilkanaście małych elementów da lepsze rezultaty niż stwierdzenie, że zrobię coś wielkiego do końca 2019 roku. Ten plan to także pewien framework, który można zastosować, gdyby sytuacja w pracy zmieniła się i wymagała nauczenia się innego języka. Od ogółu do szczegółu. Tak mnie uczyli wypowiadać się na polskim w liceum.

 

Rutyna

 

Tim Ferriss, ciekawy internetowy bloger, powiedział kiedyś, że rano masz w sobie najwięcej kreatywnego soku. Oddając go tylko pracy możesz się wypalić, nie będziesz miał nic dla siebie. Coś w tym musi być. Wieczorami lepiej mi się biega niż myśli. Jestem najbardziej twórczy z rana, najlepiej mi się wtedy pracuje, najwięcej zapamiętuję. Zmiana zaszła w poprzednim roku.
Każdy dzień pracy zamierzam zaczynać godzinę lub dwie wcześniej. Mogę sobie na to pozwolić, bo po prostu mam niedaleko do pracy. Póki co mam swoje biurko, czas pracy ma wynosić 8 godzin, ale nie muszę zaczynać od samego rana. Te półtorej-dwie godziny z rana mogę poświęcić do efektywniejszej nauki programowania. I znowu, gdy zabłądzę w JS, to poświęcę chwilę na Pythona lub na inny frontendowy temat. Na komórce mam zainstalowaną aplikację Grasshopper, aby powtarzać podstawy JS na komórce, zamiast przeglądania FB.

 

I jeszcze jedno: w połowie kwietnia biegnę kolejny półmaraton.

 

Trzy razy w tygodniu, po 21.00, mam treningi mojej grupy biegaczy  – Night Runners.
Traktuję biegi z jednej strony jako odpoczynek dla głowy, z drugiej strony jako wymóg fizyczny, po prostu aby nie zardzewieć. Podczas biegania mózg przestawia się na inne tory i potrafi wymyślić coś innowacyjnego. W poprzedniej pracy zauważyłem, że problemy rozwiązywałem podczas biegu lub w dzień po treningu. Jakby podczas wysiłku czyściła się głowa i pozwalała na nowe spojrzenie. Dlatego warto, abym używał dyktafonu w komórce, a potem przenosił myśl na papier. Co roku kupuję sobie notes. Zapisanie myśli na papierze z jakiegoś powodu ma większą moc niż Evernote lub inny elektroniczny notatnik. Potem to obrabiam. Podczas biegania także znika syndrom oszusta. Bo głowa się czyści.

 

Otwarty czas – czyli praca nad czym chcę

 

Idea bardzo mi bliska, nie umiałem jej po prostu nazwać i nadać jej struktury. Dwa razy w tygodniu pozwalam sobie przez godzinę na swobodne myślenie na jakiś temat związany z blogiem, nauką, sportem. W zeszłym roku pozwalałem myślom płynąć swobodnie podczas biegania. W tym roku też tak będę robić, ale także chcę znaleźć możliwość posiedzieć nad pustą kartką papieru lub przejrzeć notes z pomysłami. Dwie godziny w tygodniu. Bez mediów społecznościowych, z wyciszoną komórką. Ewentualnie z notesem w ręku, podczas spaceru. Słuchając ulubionych podcastów – Pata Flynna, Tolinskiego i Bosa z Syntax, czy Kosarzyckiego o nauce.  Niech płyną myśli, a ten czas będzie odskocznią od ścisłego planu pracy. Syndrom oszusta niech idzie spać.

 

Motywacja – to jest najtrudniejsze

 

Praca w poprzedniej branży zabiła motywację. Był to wynik splotu niewłaściwych decyzji, pracy z ludźmi, którzy nie zawsze byli wobec mnie uczciwi, mojego rozczarowania odkryciem tych faktów. I mojej zbyt małej ostrożności w pracy z ludźmi. Gdy tylko zacząłem uczyć się programowania, wreszcie zadziało się. Przestałem gnić od środka. Obecną sytuację można oczywiście opisać jako efekt nowości, jednak ja sam widzę, że jest nieco inaczej. Jestem bardziej niezależny Co najmniej częściowo kontroluję syndrom oszusta, nie rządzi mną tak, jak wcześniej. Być może także dorośleję, ale bardzo cenię sobie swobodę, swobodę myślenia, otwartość ludzi na moje pomysły. Pojawił się także instynkt przetrwania, który jest motywacją do tworzenia bloga.

 

Dzięki temu, że jesteś tutaj. Dla Ciebie chce mi się tworzyć i rozwijać.

 

Mój plan na 2019 nie jest nieosiągalny. Zrzucę kilka kilogramów, ale nie będzie to znacząca zmiana. Nauczę się JS, choć nie zostanę hakerem. Powoli. Cele mają być do osiągnięcia, nie mogą być nierealne. W 2018 roku celem było zaczęcie zmiany, przekwalifikowanie się, znalezienie czegoś nowego i próbowanie. Jeśli by mi się nie udało, po prostu zamknąłbym tę stronę. Z żalem, ale jednak wziąłbym się za coś innego. Rok 2019 to rozwój zgodnie z planem opisanym powyżej. Jeśli będę twardo postępować, uczciwie wobec siebie – da się. Tu pojawia się zdrowa motywacja, a syndrom oszusta znika.

 

Udało mi się także znaleźć ludzi, z którymi chce się rozmawiać, tworzyć i pracować razem. Trafiłem do zespołu ludzi, którzy przyjęli mnie jak swojego. Dzielenie się wiedzą sprawia im radość, mają cierpliwość i obdarzyli mnie zaufaniem. To także niweluje syndrom oszusta.

 

Niedawno wysłałem maila do znajomych z prośbą, aby opisać moje supermoce.
Większość z nich odpisała. Wybrali  brak sztywniactwa, normalne, ludzkie myślenie i upartość w dążeniu do celu. Ostatnia supermoc cieszy mnie najbardziej.
Powodzenia w 2019 roku. Daj znać o swoich planach w komentarzu.
A może zrobimy coś razem?